Para młoda nad stawem pokrytym jesiennymi liśćmi
4 min czytania

Reportaż ślubny spod Gliwic — Patrycja i Piotr

Marek Bielecki

W tym artykule

Wrzesień 2021, stary drewniany kościół kilkanaście kilometrów od Gliwic, wiśniowy Garbus zamiast limuzyny i wesele, które skończyło się dopiero nad ranem. Patrycja i Piotr dali mi jeden z tych dni, w których nie trzeba niczego ustawiać — wystarczy być obok i patrzeć. Fotografia ślubna w moim wydaniu to właśnie to: reportaż, a nie seria pozowanych ujęć.

To pełny reportaż ślubny: od porannych przygotowań w domach pary młodej, przez ceremonię i wesele w Rybniku, aż po plener zrobiony innego dnia — na Pustyni Błędowskiej i Górze Zborów. Jeśli szukacie kogoś, kto zrobi Wam podobne zdjęcia ślubne, i zastanawiacie się, jak wygląda cały dzień opowiedziany kadrami, ten wpis jest najlepszą odpowiedzią, jaką mam.

Przygotowania pana młodego

Zaczynamy od detali: granatowy garnitur na wieszaku, mucha, obrączki i skarpetki w banany — bo Piotr uparł się, że musi być jeden element nie do końca oficjalny. Świadek zapina spinki, ktoś poprawia kołnierzyk, a w tle ściana rodzinnych fotografii.

Przygotowania pana młodego to zwykle kwadrans, może dwadzieścia minut. Wystarczy, żeby zrobić serię kadrów, które później spinają cały reportaż ślubny w całość — i żeby zdążyć wyjść przed dom, gdzie czeka już udekorowany Garbus.

Przygotowania panny młodej

U Patrycji dzień zaczął się wcześniej: makijaż, fryzura, suknia zawieszona w oknie i światło, o które fotograf ślubny modli się przez cały rok. Koronkowe plecy sukni, kolczyk zakładany w ostatniej chwili, bukiet z białych róż i eukaliptusa — to są te zdjęcia ślubne, do których wraca się po latach najczęściej.

Potem pierwsze spojrzenie. Piotr czekał w salonie z bukietem, Patrycja zeszła po schodach, a ja stałem z boku i po prostu nie przeszkadzałem. Reszta zrobiła się sama: przypięta butonierka, jeden nerwowy śmiech i wyjście do auta.

Ceremonia w starym kościele — fotograf ślubny Gliwice i okolice

Ceremonia odbyła się w zabytkowym, drewnianym kościele niedaleko Gliwic — jednym z tych śląskich kościółków, w których pachnie drewnem, a światło wpada wąskimi smugami przez małe okna. Każdy fotograf ślubny na Śląsku prędzej czy później trafia do któregoś z nich i za każdym razem zastaje inne światło. Wnętrze udekorowano białymi kwiatami i tiulem, na posadzce czerwony dywan.

Takie wnętrza fotografuję z dystansu i z jasnych obiektywów, bez lampy i bez wchodzenia księdzu w kadr. Dzięki temu na zdjęciach zostają rzeczy, których nie da się powtórzyć: mina Piotra przy przysiędze, drżące dłonie przy obrączkach, pierwszy pocałunek i deszcz płatków róż przed wejściem do kościoła.

Przyjęcie weselne w Rybniku

Wesele w Rybniku, w sali Biały Dom, zaczęło się powitaniem chlebem i kieliszkiem. Potem wejście na salę przy oklaskach, życzenia, które ciągnęły się dobre pół godziny — i pierwszy taniec w ciężkim dymie, kiedy cała sala przestaje oddychać.

Zdjęcia weselne z tej części dnia robię reportażowo: żadnego ustawiania gości do kadru, żadnego „proszę jeszcze raz”. Interesuje mnie to, co dzieje się między jednym toastem a drugim.

Zdjęcia grupowe — cała ekipa w jednym kadrze

Wspólne zdjęcie ze wszystkimi gośćmi robimy zwykle przed salą, przy dziennym świetle i najlepiej zanim zacznie się zabawa. Potem jest już tylko luźniej: koleżanki niosące pana młodego, koledzy niosący pannę młodą i seria kadrów, które na weselu wywołują najwięcej śmiechu.

Zabawa weselna do białego rana

Zabawę prowadził DJ i widać to na zdjęciach — parkiet nie pustoszał ani na chwilę. Były kapelusze, nadmuchiwane gitary, fontanna czekoladowa, konkursy, oczepiny i zimne ognie przed salą.

To najdłuższa i najbardziej wymagająca część reportażu ślubnego: mało światła, dużo ruchu, ciągle coś się dzieje po obu stronach sali. I jednocześnie ta, z której pochodzą ulubione zdjęcia weselne większości par — bo nikt już nie pamięta, że stoi obok fotograf.

Plener ślubny w jesiennym lesie

Plener zrobiliśmy innego dnia, już w pełnej jesieni — i to była bardzo dobra decyzja. Bez pośpiechu, bez patrzenia na zegarek, z suknią, o którą nie trzeba się bać.

Zaczęliśmy nad leśnym stawem: drewniana kładka, tafla wody przykryta liśćmi i złoto, którego nie da się podrobić w Lightroomie. Sesja plenerowa w takim miejscu to głównie spacer — ja idę kilka kroków z tyłu i czekam.

Pustynia Błędowska

Drugi przystanek był zupełnie inny. Pustynia Błędowska to kilometry piasku, niskie słońce, wiatr w sukni i horyzont, który nie kończy się niczym — najbardziej filmowa lokalizacja na plener ślubny, jaką mamy w tej części Polski.

Zdjęcia z pustyni robię szeroko, z dużą ilością nieba, i domykam serię paroma portretami z bliska. Drewniany pomost widokowy daje przy okazji zupełnie inny, geometryczny kadr.

Góra Zborów o zachodzie słońca

Na koniec Góra Zborów na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej — wapienne skały, panorama na pół województwa i zachód słońca, na który czekaliśmy z aparatem gotowym od dwudziestu minut.

Ostatni kadr tej sesji ślubnej powstał już po zmroku, w skalnej bramie, jako czysta sylwetka. Dobre zamknięcie historii, która zaczęła się od garnituru na wieszaku.

Fotograf ślubny Gliwice i Śląsk

Jako fotograf ślubny na Śląsku pracuję głównie w Gliwicach, Rybniku, Zabrzu i Katowicach, a poza tym na Jurze i w okolicach Częstochowy. Zawsze reportażowo: bez pozowania, bez przerywania ceremonii, z naciskiem na to, co dzieje się naprawdę.

Fotografia ślubna to u mnie zawsze cały dzień, a nie godzina pozowanych ujęć. Jeśli planujecie ślub i szukacie kogoś, kto opowie Wasz dzień w podobny sposób, napiszcie do mnie — najlepiej z datą i miejscem, wtedy od razu sprawdzę wolny termin.